Rozwód a Dziecko – Apel do rodziców w trakcie rozstania !

Kategoria bloga:

Dziś poruszę temat trudny: rozwód a dziecko. Często trafiają do mnie dzieci poranione przez rozstanie rodziców. Po pierwsze już samo to, że życie całkowicie się zmieni, nie będzie tego samego składu osobowego w jednym domu stanowi stres i dużą zmianę – nie tylko dla dziecka, ale też rodziców. No i tu przechodzimy do drugiego czynnika – to jak funkcjonują rodzice warunkuje poradzenie sobie dziecka z sytuacją rozstania.

Nie, nie chcę wcale wymagać od rodziców, aby byli wiecznie w dobrym stanie psychicznym, ale oczekuję w imieniu ich dzieci, aby w końcu „zabrali się za siebie” i przede wszystkim poszli na własną psychoterapię. Niektórzy błędnie myślą, że samo zapisanie dziecka do psychologa dziecięcego jest wystarczające, uważają bowiem, że psycholog magiczną różdżką poprawi stan psychiczny malca i wszystko się ułoży. Tak niestety w większości przypadków nie będzie. Rozwód a dziecko to poważna sprawa.

Psycholog dziecięcy może powiedzieć rodzicom, jakie ich zachowanie się byłoby wskazane biorąc pod uwagę wcześniejsze badanie dziecka, czyli jego konkretne potrzeby. O ile rodzice darzą się szacunkiem, najczęściej wystarczają wtedy same spotkania dziecka z psychologiem. Dla kogo są te spotkania? Dla dziecka. Aby mogło wyrzucić z siebie wszystkie emocje, być w relacji z kimś, komu może ufać, kimś stabilnym, rozpoznawać, co je rani, a co jest w porządku, uczyć się, jak mówić, co myśli i czuje.

Tutaj niekiedy pojawia się problem ze strony rodziców, bo im może nie zależeć na tym, aby dziecko umiało nazywać to, co myśli i czuje, no bo wtedy staje się „problematyczne” w domu, a nie daj Boże napyskuje. A pewność siebie dziecka, które do tej pory było rozedrgane emocjonalnie jest niesamowicie ważna w umiejętności radzenia sobie z trudnościami. W wielu domach nie mówi się prawdy, nie nazywa faktów, nie wyraża uczuć. I gdy dziecko już jakiś czas pochodzi sobie do psychologa, zaczyna używać nowych umiejętności powodując konsternację u rodziców. Dlaczego? Bo sami nie chodzą na swoją psychoterapię i boją się rozwoju dziecka, bo tylko ono poszerza swoje umiejętności psychologiczne, a rodzice zostają w tyle.

A co powoduje, że rodzice nie chcą zapisać się na swoją psychoterapię? Lęk. Lęk przed tym, że musielibyśmy odkryć wszystko to, co jest w nich i się z tym zmierzyć. Szanuję brak gotowości do procesu psychoterapii, ale chronię też dzieci przed tym, aby to tylko one rozwijały się wewnętrznie, bez udziału rodziców. Nie ma problemu, jeśli rodzice współpracują z psychologiem dziecięcym, bo wtedy praca idzie w dobrym kierunku – rodzice też wprowadzają zmiany. Jeśli jednak nie robią nic od siebie i oczekują cudów z terapii dziecka, to się mylą. Bo dziecko ciągle z nimi przebywa i doświadcza życia cały czas z nimi. I musi ciągle mierzyć się z tym, że jest obarczone informacjami przeznaczonymi tylko dla dorosłych, nadużywane, wykorzystywane.

Jeśli nie możesz pogodzić się z tym, że po rozstaniu każdy może mieć własne życie, nie ufasz byłemu partnerowi/partnerce, traktujesz dziecko jakby było twoim nowym partnerem/partnerką, powinieneś pójść na swoją psychoterapię, ponieważ swoim zachowaniem zagrażasz zdrowemu rozwojowi psychiki dziecka. Ono obciążone twoimi problemami nie ma przestrzeni na własny rozwój, ciągle martwi się, czy jesteś zadowolony/a, czy na pewno cię uszczęśliwia. A to Ty jesteś rodzicem i powinieneś dbać o dziecko, a nie odwrotnie.

Jak zachowują się w gabinecie rodzice skłóceni, nie zwracający uwagi na dobro dziecka? Po pierwsze nie chcą przyjść razem na wizytę, po drugie nagrywają rozmowę ze mną bez wcześniejszej zgody (tak, tak, niejeden raz już przyłapałam na tym rodziców), nie chcą płacić za wizyty, nikomu nie ufają, twierdzą, że wszyscy są winni, tylko nie oni, podejrzewają psychologa o prywatną znajomość z drugim rodzicem (!), ciągle skarżą się na byłego partnera/partnerkę, prawie nic nie mówią o dziecku, nie rozpoznają potrzeb dziecka, jedno z nich twierdzi, że dziecko nie potrzebuje żadnej pomocy, bo nic się nie dzieje, a drugie zgłasza dużo problemów dziecka, rzadko proszą o pomoc dziecku, aby ono lepiej się poczuło, często proszą o pisemne opinie o dziecku, bez prośby o terapię, generalnie nie są zainteresowani dzieckiem, a sobą. Często też ulegają opiniom dalszej rodziny, prawników, aby WALCZYĆ, WALCZYĆ, WALCZYĆ z byłym partnerem/partnerką i temu ulegają. A gdzie jest w tym wszystkim dziecko? Dziecka NIE MA.

Apeluję, abyście to Wy, rodzice poszli w pierwszej kolejności na własną psychoterapię, aby zrozumieć siebie, a zamiast kłócić się w sądzie ustalili w trakcie mediacji opiekę nad dzieckiem, które zawsze będzie potrzebowało Was obojga. I tak, gdy kłócicie się w sądzie 5 lat, wyrok jest prawie zawsze taki sam jak początkowe ustalenia. A wiecie, co przez te 5 lat dzieje się z dziećmi? Są w FATALNYM stanie psychicznym, bo cały czas widzą matkę i ojca, którzy żyją NIENAWIŚCIĄ do drugiego rodzica.

I pomijam w tym tekście zasady kultury osobistej, reguły życia w społeczeństwie, instynkty rodzicielskie i szacunek do uczuć innych osób, w szczególności dziecka. Po prostu spróbujcie popracować nad sobą w trakcie własnej psychoterapii, a życie zacznie Wam się lepiej układać. A jeśli Wy będziecie mieć lepsze życie, to Wasze dzieci tym bardziej. Zróbcie coś wartościowego dla siebie i swoich dzieci.

Udostępnij: